Osiemnaście lat w sektorze regulacji, polityki i komunikacji strategicznej. Cztery wąskie obszary kompetencji. Ograniczone portfolio klientów. Bez konferencji o sobie.
Najlepsze decyzje regulacyjne zapadają w ciszy, w sieci ludzi, którzy rozumieją się bez słów. Moja rola - być w tej sieci i pamiętać, dla kogo pracuję.
Specjalista public affairs z osiemnastoma latami doświadczenia w obszarach regulacyjnych, government relations i zarządzania kryzysem reputacyjnym. Doradzam zarządom spółek giełdowych, członkom zarządów odpowiedzialnym za sprawy publiczne oraz właścicielom firm w sektorach mocno regulowanych.
Pracowałem przy 127 sprawach regulacyjnych - na poziomie krajowym i unijnym - w sektorach energetyki, finansów, FMCG, telekomunikacji, ochrony zdrowia i tech. Karierę rozpocząłem w administracji państwowej, kontynuowałem w międzynarodowych firmach doradczych, od ośmiu lat działam jako niezależny konsultant.
Operuję między Warszawą a Brukselą. Mam stałe relacje robocze w obu miastach - bez nich public affairs jest tylko consulting w PowerPointcie.
Pracuję selektywnie. Maksymalnie sześciu klientów retainerowych w danym czasie. To pozwala dostarczyć jakość, której nie da się zorganizować w large firm structure.
PorozmawiajmyStart kariery w jednym z urzędów centralnych - praca przy procesie legislacyjnym, kontakt z partnerami społecznymi, pierwsze konsultacje publiczne.
Przejście do firmy doradczej z portfolio klientów polskich i europejskich. Praca w obszarach regulacyjnych dla sektorów energetyki, finansów i telco.
Dwa lata operacyjnej pracy w stolicy europejskich regulacji. Sieć kontaktów w instytucjach UE, agencjach, komitetach branżowych. Kompetencja, której nie da się zbudować zdalnie.
Decyzja o zbudowaniu butikowej praktyki public affairs - selektywne portfolio klientów, bezpośrednia odpowiedzialność, brak overheadu, wymiana jakości za skalę.
Stałe portfolio sześciu klientów retainerowych, dwa-trzy projekty kryzysowe rocznie, regularne briefy regulacyjne dla zarządów. Cisza, zaufanie, ciągłość.
Przyjmuję ograniczoną liczbę klientów - zawsze. Każdy, kto pracuje ze mną, dostaje moją uwagę i czas, nie usługę zarządzaną przez juniora w cieniu seniorskiego nazwiska na umowie. Powiedzenie "nie" jest częścią tej pracy.
Najlepsze projekty public affairs nigdy nie pojawiają się w mediach. Klienci nie chcą rozgłosu, nie chcą referencji w portfolio, nie chcą zdjęć ze sobą na konferencji. Szanuję to bezwzględnie - bez ich pisemnej zgody nazwiska nie pojawiają się nigdzie.
Nie pracuję dla dwóch klientów konkurujących o tę samą decyzję regulacyjną. Nie biorę success fee w sprawach legislacyjnych - kreuje to nieprawidłową motywację wobec decydentów. Czasem to oznacza odmowę interesujących zleceń. Tak ma być.
Public affairs sprzedające dostęp to model, który nie przeżywa kadencji. Pracuję na merytoryce - dostarczam decydentom argumenty, dane i ekspertyzę, której nie mają sami. To buduje relacje, które trwają niezależnie od tego, kto akurat jest u steru.
Trzydzieści minut. Powiecie, czego potrzebujecie. Powiem, czy mogę pomóc - i czy w ogóle to dla mnie temat.